Zmiany
|
Autor: Ula Dziurzyńska
Dodano: 17.12.2010 21:56 Grecki filozof Heraklit powiedział przed wiekami: “wszystko przemija prócz zmiany”. Starożytny myśliciel uważał zmianę za jedno z elementarnych praw rządzących całą naturą, siłę napędową wszelkiego życia. Twierdził, że bez niej nie ma rozwoju. Również w waszym życiu nieustannie zachodzą mniejsze i większe zmiany - nieraz niemal niezauważalne. Jedne powstają z naszej inicjatywy, inne spadają na nas nieoczekiwanie i niszczą ustalony porządek. Nie zawsze ich pragniemy. Czasem zmiana wiąże się z głębokim kryzysem. Ale jest nieodłączną częścią naszego życia. Kilka lat temu, kupiwszy wymarzonego konia, hucuła z domieszką małopolaka o wdzięcznym imieniu Wiosnek, rozpoczęłam z nim trening ujeżdżeniowy. Chciałam po prostu kontynuować to, czego uczono mnie na lekcjach rekreacyjnych. Znałam tylko taką drogę. Jednak, jak się okazało, mój koń nie ma warunków do przyjmowania nauk drogą treningu ujeżdżeniowego. Chodził sztywny, często wykazywał nieposłuszeństwo, widać było po nim, że taka szkoła mu się nie podoba. Podczas gdy inne, bardziej posłuszne konie, poddawały się, mój jakoś nie chciał wpasować się w sztywne ramy wypinacz-łydka-bat. Jakim cudem wspaniała jazda w terenie na ujeżdżalni zmieniała się w mękę i dla mnie i dla mojego konia? Odpowiedź przyszła, gdy poznałam Justynę MItkę a po kilku miesiącach treningów z Nią odkryłam, że to ja muszę się przystosować do potrzeb mojego wierzchowca a nie on do moich absurdalnych oczekiwań. Przyszło opamiętanie i bardzo miły okres w moim, a mam także nadzieję, że i Wiosnka, życiu. Mimo, że trenujemy 3 rok nadal odkrywam, że na drodze uczenia się koniowatości mojego kopytnego partnera jeszcze dużo przede mną. A jeszcze więcej na drodze przekonania innych, że nasz styl jeździecki może i nie przyniesie nam medalu na olimpiadzie ale za to przynosi zdrowie i spokój psychiczny Wiosnkowi a mnie dużo radości ze wspólnej jazdy. Spotkałam się parę razy ze zdaniem, że to co robimy może i jest fajne ale niegodne naśladownictwa gdyż nie przynosi mi żadnych wyników na polu sportowym. Smutno mi się robi, gdy słyszę takie opinie. Dlaczego jednak od czasu do czasu spotykam się z nimi? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć w dalszej części mojej wypowiedzi.
Jako psycholog powiedziałabym, że za taką postawą stoi po części konformizm, czyli chęć dopasowania się do większości celem bycia akceptowanym przez społeczeństwo, w którym żyjemy. Jest to potężna siła, często nieuświadamiana, oddziaływująca na nas przez całe życie. Już od małego uczymy się, że postawy, wygląd, zdanie, myśli sprzeczne z naszym otoczeniem są karane odrzuceniem i samotnością. Stąd ludzie, którzy prezentują nowatorski styl myślenia, chociaż często mają rację, są początkowo piętnowani i wyśmiewani. W XX wieku w Polsce oddaliliśmy się od naszych korzeni jeździeckich. W wyniku wojen światowych zginęła większość świetnych instruktorów jeździectwa, nauczycieli, którzy realizowali program oparty na starych, dobrych zasadach. W wyniku tego odcięcia górę wzięły szkoły przynoszące dobre wyniki częstokroć kosztem zwierzęcia ale za to minimalnym wysiłkiem człowieka. W drugiej połowie XX wieku pojawiło się kilkoro ludzi, którzy przypisują sobie lub jest im przypisywane odkrycie metody obcowania z końmi opartej na potrzebach wynikających z ich kondycji psychicznej i fizycznej– mam na myśli przede wszystkim Montego Robertsa czy Pata Parelliego. Mówię o tych Panach, gdyż są chyba najbardziej rozpoznawalni w świecie końskim, chciaż nie jedyni. Nie wszyscy wiedzą, że ich szkoły mają swoje źródła w znanych już przed stuleciami metodach ludów hiszpańskich, indiańskich czy nawet greckich a bezpośrednio czerpią z kilkuwiekowych tradycji kowbojsko-ranczerskich. Ponadto wielu innych przedstawicieli tej tradycji jest mało znana gdyż nie zabiega o sławę, ciężko pracuje na swoich ranczach i pomaga ludziom i koniom z najbliższego otoczenia (Buck Branneman, Ray Hunt, Tom i Bill Dorance). M. Roberts nie odkrył niczego nowego mówiąc o potrzebach hierarchicznych w stadzie, On tylko przybliżył je ludziom na sposób 20-wieczny – głośno, stanowczo, medialnie. Dla wielu ludzi On i jemu podobni są właśnie nonkonformistami, jednostkami nie do zaakceptowania, metody takie zatem są odrzucane i wyśmiewane, szczególnie w krajach, do których dotarły najpóźniej czyli także u nas. Przez ostatnie kilkadzięsiąt lat w świecie końskim istniał podział na tak zwane metody klasycznej pracy z końmi przeciwstawiane metodom naturalnym. I chociaż takie przedstawienie sprawy to kompletne nieporozumienie, zostało chętnie podchwycone przez ludzi. Wynikało to niestety z niewiedzy, niechęci do nieznanego i trudności z jaką ludzie zmieniają swoje zdanie. W wielu krajach taki podział był i jest podtrzymywany celem wywołania kontrowersji, zdeprecjonowania drugiej grupy i zdobycia jak nawiększej rzeszy zwolenników a co za tym idzie – pieniędzy. Dodaj nowy komenatrz |


